Szybkość , Tetris czy Tradycja?

Uwe Rosenberg znany jest z (co najmniej) dwóch rzeczy – żywienia swoich ludzi i Tetrisa. I o ile każda większa jego gra, jak Agricola, Kawerna czy Uczta dla Odyna, gdzie punkty sypią się zewsząd, a decyzji nie podejmuje się pochopnie, potrzebowałaby osobnej, kilkustronicowej recenzji… o tyle cała trylogia o której będzie tu mowa, zmieści się w jednym tekście. I obiecuję – niczego nie omijam – no, chyba że to dziura w ziemi 😉

CZĘŚĆ PIERWSZA – OGRÓDEK (Cottage Garden)

Tradycja. Chyba to słowo najlepiej określi to, co wyróżnia tę pozycję z pośród całej trylogii.

Dostajesz dwie planszetki oraz licznik punktów, i w takcie trwania gry zapełniasz je kwiatami, które zabierasz z głównej planszy. Możesz zapełnić swoje grządki tyle razy, ile chcesz, jedynym przeciwnikiem jest czas. Jeśli Ogrodnik (kość d6) okrąży główną planszę po raz ostatni, a Ty nadal masz miejsce na swoich grządkach, grasz tak długo, aż ich nie zapełnisz. Jednakże każda runda kosztuje Cię punkty ujemne.

Punkty zdobywasz kiedy zapełnisz jedną ze swoich grządek, liczysz doniczki (pomarańczowe punkty) oraz klosze (niebieskie punkty) i odpowiednio przesuwasz kostki na swoim liczniku. W uzupełnianiu ogrodu pomagają Ci koty – na początku gry dostajesz dwa z nich, i możesz je umieścić na swojej planszy jako dodatek do normalnego ruchu. Jeśli żaden z kwiecistych kształtów nie pasuje do Twojej grządki, możesz zawsze wziąć doniczkę i umieścić ją na swojej planszy.

Za każdym razem, kiedy któraś z Twoich kostek przekroczy linię na liczniku punktów, dostajesz kota! A o co chodzi z tymi ulami? Tu się kłania element wyścigu. Pierwsza osoba, której kostka dotrze do końca toru, dostaje podwójny ul, czyli dwa punkty, a następna osoba dostaje pojedynczy ul, za jeden punkt. Jeśli obydwie kostki należą do tej samej osoby, dostaje ona obydwa ule.

Jak już wspomniałam, Ogrodnik, czyli kostka, chodzi dookoła dużej planszy i zmienia oczka rosnąco z każdym okrążeniem. Kiedy osiągnie on sześć oczek, i zakończy swoje ostatnie okrążenie, gra zmierza ku końcowi – a dla niektórych się kończy. Albowiem jeśli na swojej grządce masz mniej niż  dwa elementy, ta grządka wypada z gry. Ale to wcale nie oznacza czegoś złego. Jeśli tym sposobem stracisz obydwie grządki liczysz punkty, i to jest Twój wynik. Jeśli jednak masz więcej niż dwa kształty na grządkach, i nadal puste miejsca, grasz dalej, dopóki nie zapełnisz obydwu grządek. Jednakże na każda runda kosztuje Cię punkty.

Kiedy kostka ma pięć oczek, nagle wszyscy zaczynają myśleć – czy zdążę zapełnić grządki na czas? A może bardziej opłaca mi się nie spieszyć, i zdobyć więcej punktów? A może jednak stracę zbyt wiele, bo zajmie mi to zbyt wiele czasu…? To ten moment w Ogródku stawia go na trzecim – ostatnim, miejscu na mojej liście. Wywiózł się na taczce.

CECHY

*proste zasady, chociaż chyba najbardziej skomplikowane z całej trylogii
*czas gry, chociaż najdłuższy z całej trylogii
*wygląd, ładny, lecz najbardziej pstokaty – jak to ogród

OCENA 6,5/10

Zbyt długa jak na filler, zbut banalna jak na normalną grę.

 

CZĘŚĆ DRUGA – Indian Summer

Wyścig. Bo inaczej tego ująć nie można. Wyścig z elementami wymiany i kombinowania. Bierz plecak, buty i to szybko!

 

Twoja plansza podzielona jest na sześć prostokątów, a każdy z nich posiada nadrukowane zasoby, jagody, grzyby, orzechy oraz pióra. Tym razem, nasze Tetrisowe kształty mają dziury. Kładąc je na planszę, chcemy aby jak najwięcej otworów znajdowało się nad zasobami. Kiedy zapełnimy jeden (lub więcej) z sześciu prostokątów, dostajemy zasoby widoczne na planszy przez wyżej wspomniane otwory. Jeśli dane dziury utworzą konkretny kształt, jak kwadrat, linię czy literę L, możemy ze środka zabrać element odpowiadający kształtem (z nadrukowanym zwierzęciem), i zdobyć zasoby w tych otworach jeszcze raz.



Zasoby potrzebne są do wielu rzeczy. Orzech możemy zamienić na wiewiórkę – płytkę 1×1 – i od razu położyć ją na planszy, zapełniając ten niewygodny kwadracik w narożniku, o którym zapomnieliśmy. Grzyby pozwalają nam ukraść po jednym elemencie układanki z plecaków graczy z naszej lewej i prawej strony, i położyć na naszą planszę. Jagody zezwalają nam wypełnić nasz plecak nowymi płytkami, zanim wyczerpiemy swój zasób. Pióro pozwala nam wziąć dodatkową akcję. Zasoby również można wymieniać, 2:1, ‘tańsze’ na ‘droższe’. Albo 1:1 w drugą stronę.

 

I tyle, w sumie. Kto pierwszy zapełni całą swoją planszę, ten lepszy. Nie ma punktów, żetony na końcu nie znaczą nic, więc najlepiej wydać je jak najszybciej się da. Nie ma określonej ilości rund, nie ma liczenia, jest prosto, szybko i ładnie.

Zatem dlaczego tylko drugie miejsce? Cóż, correct me if I’m wrong, ale nie ma w zasadach nic o tym, że nie można użyć wiewiórek więcej niż raz na rundę. I w kilku już przypadkach było tak, że ktoś wygrał zapraszając na planszę 8 wiewiórek na raz, zapełniając wszystkie wolne i niewygodne miejsca.

 

CECHY

*najpiękniejsza z trylogii
*wyścig, zatem badzo szybka gra
*szybkie myślenie, ale dużo kombinowania
*posiada objaśnienie zasad wymiany na odwrocie plecaka

OCENA 7/10

Małe elementy w tak hektycznej grze odmawiają posłuszeństwa.

CZĘŚĆ TRZECIA – Spring Meadow

Tetris. Dosłownie, i to bardzo. Może bez spadania i przypadkowych, niechcianych kliknięć.

W tej części trylogii spacerujemy po zaśnieżonej łące i odkrywamy kolejne kawałki zieleni. Nasze trawiaste kształty również mają otwory, które chcemy umieszczać nad norami susłów, i które chcemy także układać w grupy – kształt nie ma znaczenia. Każda grupa daje nam dodatkową płytkę o wartości -1 do wielkości grupy, czyli grupa trzech otworów da nam płytkę o wielkości dwóch kratek.

Tym razem znacznik w postaci drogowskazu przesuwa się dookoła dużej planszy, i kiedy w danym rzędzie będzie 1 lub 0 dostępnych płytek, liczymy punkty. Dostajemy po 10 punktów za każdy pełen rząd, licząc od dołu, i ilość punktów odpowiadającą ilości zapełnionych pól w pierwszym niekompletnym rzędzie. Dodajemy po jednym punkcie za każdą norę susła, znajdującą się w otworze naszych trawiastych płytek. Osoba, która nie zdążyła położyć płytki przed liczeniem punktacji, dostaje kompensatę w postaci dwóch punktów. Gracz z największą ilością punktów dostaje odznakę. Gramy dopóki ktoś nie zgarnie dwóch odznak.

I to tak naprawdę tyle. Jest oczywiście cały biznes z susłami, że kiedy zakryjemy jedną norę, w innej pojawia się suseł, i ta nora również nie daje nam punktu. Jednym słowem – szanujcie susły, bo stracicie punkty młodego trapera! Panie Uwe, idź Pan w tę stronę. Wskazuję, jak drogowskaz.

CECHY

*prosta, przyjemna dla oka, nie przekombinowana szata graficzna
*przy dwóch graczach rozgrywka trwa 15 minut
*zasady najprostsze z całej trylogii
*łączy najlepsze elementy poprzednich gier w jedną

OCENA 7,5/10

Idealny filler, nie za długi, nie za trudny.

A Feast for the Eyes

There is quite a few games, that are just so pretty you can’t resist. Like kittens. Or puppies. And some of them, indeed, are fluffy and adorable, but some of them will scratch the hell out of you and shit on your carpet, and then ask to play again.

We already had a couple of pretty ones in our collection, Dice Forge, Seasons, Sagrqada, Tokaido, Cottage Garden… and now we have even more!

Photosynthesis – or ‘some tree game’ as I heard it being described when we unwrapped it. 

The box is beautiful, no doubt in that. The components quality is good, the trees are pretty and quite big. The board, however, looks like it belongs to a different game. The artwork on it is poor, the quality is poor, and generally it should have a spinning bit for the sun like The Realm of Wonder.  Also, it’s very nice of them that they give you an insert, but to be fair it feels like they just chucked in a spare piece of cardboard and said ‘hey, here you go!’.

But let’s focus on the good stuff eh? The game looks awesome on the table, and quite frankly it’s like nothing I’ve seen before. It’s a neat idea to buy seeds, plant them, grow the trees and then destroy them to get points.

Oh, yeah, points. It is an abstract strategy game, that’s for sure. So you need to find balance between planting, growing and destroying, and you need to make sure sunlight reaches you. But I predicted who will win three sun turns before the end, so there was no point playing till the end. Anticlimactic. Two player game we did wasn’t really a ‘WOW’ one. Maybe a 3 or 4 player will change it, but for now it’s a 6/10 for me.

Moving on – Indian Summer. Oh, Uwe, Uwe, Uwe. I love tile-laying games, and especially ones with hedgehogs on them. I like Patchwork, I liked Cottage Garden even more, and now here comes Indian Summer!

It is the quickest one of the ones mentioned above, it takes about 10 min per player, plus about 5 min setup. But it is absolutely loaded with cuteness! And it is very satisfying.

Your aim is to cover the Forest Floor with leaves and squirrels, and maybe top it up with some animals. But there is no points. You get treasures, you trade them, you race. Yup, it’s a race.

It was, indeed, a very beautiful 10 minutes. But once you set it up, you better play a couple of times in a row.

And last but not least – Santorini. A game that was hard to get, but we made the impossible possible. And here it is!

Matt and my dad played it probably 30 times now, I played 5.. They love it, I… like it. I have discovered not long into our second game, that I have no strategic thinking, and that hurts.

Your aim is to build a three storey house and go to the third floor – then you win. However, everyone has different abilities, like double move, double build, turn people into stone.. or alternative winning conditions, like jump down from second floor to the ground. It’s like more beautiful chess.

What is it? I want it!

I don’t earn much, let me open with that. So I need to limit myself to two new games a month. Ok, three. Alright, I am not gonna limit myself. It’s just there are months where 10 good games come out, and there are moments where I just sit there thinking ‘do I really need another game?’. Well, let’s be honest. I got caught up in it, and I won’t stop buying. Can’t—stop—buying—

Anyway! I wanted to whine a bit about games that are on my wishlist (and remind everyone that it’s 99 days to Xmas and 170 days to my birthday).

Starting off with a light, but oh-so-pretty Indian Summer. Another tetris-type from Uwe Rosenberg, which I obviously MUST HAVE. Not only because I found Patchwork and Cottage Garden really satisfying (in your face, all who came around and laughed at CG, and then apologized, after one game..), but also because – look at this fox, LOOK.

Ok, next to something heavier, but also with gorgeous artwork. Those two, Cerebria and Spirit Island – something just drew my attention to them, but to be fair, I feel like I could let those two go. Still want to try them, but I won’t die if I don’t have them on my shelf (which, by the way, needs expanding).

Now hold onto something, we’re all aboard a freaking floating island. Noria got me from the first moment I read about it. Disc building? Like, action wheel building? This is a MUST HAVE, surely. Theme – awesome, artwork – gorgeous, mechanisms – holy crap! I do regret I won’t be in Essen to join everyone at Spiel to try this one out, but I am LITERALLY dying to try it. Can someone sneak me a copy before it’s too late?

And now onto something big. We nearly picked up Anachrony at UKGE, but it seemed too heavy. In our defense, it was the fist time when we saw it and heard about it, and to be fair, the guy at the stand didn’t sell it very well (duh, that’s why we haven’t bought it then). But now, after all the reviews and videos, I really want to have it.

And last, but definitely not least – Gloomhaven. This is a definite buy for us, but because of the price we’ll hold back until Xmas (that’s why I’m counting down days). Legacy dungeon crawl? Hell yes please!

-all pictures come from Board Game Geek-