Podaj Łapę

Podaj Łapę to gra rodzinna, w której wcielamy się w rolę pracowników schroniska, a naszym zadaniem jest dobranie idealnego psa dla każdego klienta.

Pojawiające się w schronisku czworonogi są różnych rozmiarów, maści i charakteru. Podczas rozgrywki musimy odpowiednio wytresować pieska, którego dopiero możemy oddać do adopcji, jeśli spełnia odpowiednie warunki.

Na początku wybieramy jednego z przydzielonych nam przyszłych właścicieli, oraz psa – albo jednego z tych widocznych w schronisku, albo na chybił trafił z zakrytej talii. Zaczynamy z pięcioma punktami energii i trenujemy, a kiedy psiak się zmęczy, dajemy mu odpocząć i tym samym odzyskujemy dwa punkty energii.

Na polach treningowych, gdzie ćwiczymy cierpliwość, wierność, kondycję oraz przyjacielskość, może przebywać tylko jeden psiak na raz – chyba, że mamy kartę, która neguje tę zasadę. W sklepie zoologicznym możemy zaopatrzyć się w karty pomocy, które jak sama nazwa wskazuje, pomogą nam w tresurze. Czasem będą to punkty energii, a czasem specjalne umiejętności.

W każdej rundzie można wykonać trzy akcje, i dodatkowo poza akcjami, można oddać psa do adopcji i dobrać nowego właściciela i psiaka do tresury.  Przed każdą rundą odkrywamy kartę wydarzeń, która sprawi, że każda runda będzie trochę inna, np. któryś z torów treningowych będzie nieczynny.

Psiaki mają różną wartośc punktową, w zależności od stopnia zaawansowania. Liczymy punkty tylko za te, które zdołaliśmy odpowiednio wytresować. Gra toczy się przez 10 rund, a wygrywa ten, kto zdobędzie największą ilość punktów.

Jeśli chodzi o wykonanie, plansza jest złożona z pięciu puzzli z dobrej jakości tektury. Grafiki są urocze i różnorodne, ikonografia jest czytelna i zrozumiała. Jest to gra zdecydowanie dla rodzin z dziećmi, ale jest ona dobrym początkiem w temacie worker placement.

Betrayal!

So, here’s the thing. I don’t like being betrayed, ok? And I don’t like betraying people. But what I don’t like even more, is being the hidden betrayer (or a hidden bastard as we called it once). So how come Dead of Wi nter is one of my favourites?

Well.. because it’s quite hard to tell, who’s who. It’s not like in Werewolf, or Spyfall, or some other games I hate, that you need to answer questions correctly or you’re exposed. In DoW you never know, sometimes till the very end (if your secret is not obvious). And I have lost many games as the betrayer, but still enjoyed it, but didn’t feel stressed.

Another this is going mad. Ahhh, Mansions of Madness… another favourite. In this case you may go mad and stab your friend as a part of a ritual, or you may not be able to talk for the rest of the gane but still be a part of the team. Or you may get paranoid or cleptomaniac. But everyone knows it’s you. So no stress – again. I don’t like when games stress me out, I don’t enjoy them at all.

So what about Betrayal at the House on the Hill? Hmmm… everyone will know you’re the betrayer, but all this fuss about leaving the room and reading the flavour text… I know, I know, it’s the whole point. But it also all depends on people you play with.

We have the same group every time, so every time we play MoM, and someone goes mad, everyone shouts “don’t let them get a bladed weapon” – because, well, the ritual… but, hey! The expansion is coming! So maybe new madness conditions?

Still, one of my favourite gameplays was when I was mad and had to search through all the tokens, and Chris was also mad and had to agree with everything I say.