This War of Mine – podejście drugie

„A my na tej wojnie…”

Czujesz to? To już nie jest chłód, nie głód, to codzienność. To już ostatnie okruchy, ostatnie krople, pierwszy śnieg. Wyjść, i ryzykować życie za kilka konserw; czy zostać, i czekać na lepsze dni? A co, jeśli nie nadejdą? A co, jeśli nie dotrwam? Wychodzę, ostatni nabój w pistolecie znalezionym w gruzach. Trzymajcie kciuki.

„Kto walczy, może przegrać. Kto nie walczy, już przegrał.” (Bertold Brecht)

Na wojnie, podobnie jak w tej grze, nie ma zasad. Nie zaczniesz rozgrywki od przeczytania parunastu stron. Wszystko jest wielką niewiadomą. Rzucisz okiem na  setup, rozłożysz wszystko na planszy i… No właśnie, co teraz? Pierwsza osoba weźmie dziennik, i będziecie się go trzymać i sobie podawać. Tak krok po kroku, dzień po dniu, przeczołgacie się przez wojnę. Albo i nie. Nie ukrywajmy, ten tytuł jest ciężki. Nie tylko tematycznie, bo rzeczywiście niektóre decyzje będą wymagały przemyślenia, ale także jest to trudna rozgrywka. Dóbr i czasu jest mało, a do zrobienie wiele. Do tego dochodzą kości, które jak wiadomo, nie wybaczają. W niektórych momentach nie będziesz wiedzieć, czy się śmiać, czy płakać, czy zamknąć pudełko i wrócić do niego później. TWOM oferuje funkcję zapisywania gry, bo jeśli nam dobrze idzie, partia może trwać około czterech godzin, a to może być zbyt przytłaczające. Czasem szukamy jedzenia któryś dzień z rzędu, i nic. W końcu docieramy do miejsca gdzie jest szansa na słoik ogórków, jeśli tylko wyrzucisz 9 lub 10. Albo chociaż 7 lub 8, żeby bandaże… albo 5 lub 6, to chociaż zapalimy po papierosie. 3 lub 4 w ostateczności, książka też się przyda, zawsze można nią rozpalić w piecu, tylko błagam, nie 1 lub… 2! Oczywiście, znów wracamy z prawie niczym.

Na wojnie nie każdy jest żołnierzem. Ja jestem nauczycielką, Sveta architektem, a Pavle… cóż, Pavle był dobrym chłopem, robił co mógł,  by nam tu ułatwić żywot. Niestety, nie wytrzymał. I tak wegetujemy, z dnia na dzień, starając się nie zagłębiać w to, co stało się wczoraj. Wiem, że on umierał! Był słaby, ledwo oddychał, cierpiał. Nie, nie zapytałam o jego imię. Morfina? Tak, zabrałam. Jemu już się na nic nie przyda.

Łatwo oceniać tym, którzy to czytają. Prosto stwierdzić „kraść jedzenie i lekarstwa?”; jeszcze prościej powiedzieć „przecież to tylko gra, nie przesadzajmy”.  Jednak This War of Mine nie nazwałabym grą, to bardziej przeżycie, doświadczenie, experience. Jest również bezwzględnie miażdżącą pozycją. Po nią się nie sięga dla rozrywki, dla śmiechu, nawet nie dla uroku. Musisz być na to gotowy, mieć czas, towarzysza czy dwóch (ale nie więcej) i dużo cierpliwości oraz pogody ducha.
Mimo, że wojna jest w tytule, to nie ma tu figurek wojowników, nie ma area control, nie ma czołgów, dowódców. Czasem spotkamy tego czy owego, czasem z nożem, czasem z pistoletem. Czasem chcą okraść, czasem tylko postraszyć, a jeszcze innym razem chcą się przyłączyć.

 

Słyszałeś to? Ktoś puka do drzwi! Trzecia w nocy, zmiana warty. Cholera! To ja muszę otworzyć. Czego tu? Nie mamy nic na wymianę. Co? Zostać? Tutaj? Poczekaj… Sveta! Facet za drzwiami chce się tu zatrzymać, mówi, że ma karabin, ale zepsuty. Chce użyć naszego warsztatu w zamian za ochronę. Nie, nie ma jedzenia, z resztą my też nie. On mówi, że znał Pavle… Wejdź, siadaj.

Wiele jest sensu w tej rozgrywce, co niektórych frustruje. Jak to nie mogę wiedzieć jak się robi barykady, zanim w ogóle znajdę dziurę w ścianie i deski? A no tak, o wielu rzeczach dowiesz się dopiero wtedy, kiedy zostaniesz w ich stronę popchnięty przez los, yyy to znaczy, przez Księgę Skryptów. Mnie to bardzo odpowiada, przecież póki nie musisz wystrugać sobie dzidy, nie sprawdzasz jak to zrobić.

Realizm w This War of Mine jest wielkim plusem, ludzie są ludźmi, mają potrzeby. Jeden jest uzależniony od papierosów, drugi od kawy, i jeśli brakuje ich w naszej bazie, to wpadają oni w depresję. I ona się pogłębia, do tego stopnia, że jeśli stanie się coś nieprzewidzianego, wyżej wymienieni mogą tego nie wytrzymać. Realistyczne są również warunki, jeśli śpisz na podłodze, to nie wypoczniesz tak dobrze, jak na łóżku. Jeśli pijesz wodę po ogórkach, to nie odżywi ona tak, jak kiełbasa. Jeśli jesteś empatyczny, to kiedy kto inny jest w depresji, Tobie też ciężko.

Sveta poszła szukać jedzenia, coś długo nie wraca. Ten nowy, Stepan, chyba ma depresję. Może myślał, że blefujemy z brakiem jedzenia. Sveta zostawiła pistolet, ale wzięła tę strzelbę, którą naprawiliśmy wczoraj. Może tym razem się uda. A co, jeśli nie? To już trzeci dzień bez jedzenia. Nie wiem, czy mam halucynacje, ale ten ostatni nabój ma na sobie moje imię… Katia… Katia…

Nie jest to dla każdego, ba! Jest to gra dla mało kogo. Jednak ja się cieszę, że jestem w tej mniejszości. Trudno opisać rozgrywkę, bo każda jest inna. Ciężko mówić o zasadach, bo prawie ich nie ma, a streszczanie tego, co wiem, byłoby spoilerem. A jeśli chodzi o wykonanie, do którego nie można się doczepić, to aż nie na miejscu, żeby się o tym wypowiadać.

Śmiejcie się, ale dla fanów komiksów paragrafowych, książek typu chose-your-own-adventure, gier jak Martwa Zima czy klimatów postapo, This War of Mine jest grą, która powinna pojawić się na półce. Urzekła mnie tym, że jest prawdziwa. Nie ma w niej zombie, kosmitów, maszyn z przyszłości czy mutantów. Są tylko ludzie, i tego czego najbardziej należy się bać, to tego, do czego są zdolni.

 

A my na tej wojnie…

O This War of Mine słyszy się coraz więcej. Gra zrobiona przez Polaków. Gra, która mogłaby się toczyć w Polsce, choć imiona postaci jakieś takie Rosyjskie… W każdym razie, jest zimno, jest ciemno, jest głód, są rany. Na wojnie nie każdy jest żołnierzem.

Grę zaczynamy zwykle od przeczytania zasad. W tym wypadku zasad nie ma, wszystko dzieje się nagle, wszystkiego uczymy się podczas gry. Jak w życiu. Ale powiedziałam.
Układamy wszystko na planszy tak, jak opisane, wybieramy bohaterów i zaczynamy przekazywać sobie książkę. Jeśli nie wiemy do czego coś służy, widocznie nie musimy tego jeszcze wiedzieć. Karty, które odkrywamy podczas gry mówią wszystko, trzeba je tylko dokładnie czytać. Dużo na nich niezrozumiałych numerów i kolorów, które odsyłać nas będą do Księgi Skryptów. Nie brzmi ekscytująco? Brzmi.

Gra stawia nas przed moralnymi wyborami, które na początku będą trudne, ale po kilku godzinach rozgrywki możemy być zaskoczeni tym, jak bardzo potrafimy być bezduszni. Przecież jest wojna, trzeba kombinować. Nie ma kompromisów, bardzo łatwo zginąć, ta gra nie wybacza.

Nie chcę tu ani opisywać “zasad” rozgrywki, bo gra nas wszystkiego uczy i jest to duży kawałek tego całego EXPERIENCE; nie chcę mówić o tym ile kto ma akcji i kiedy je wypełniamy, bo to też jako tako może nas zaskoczyć, do tego stopnia, że niektóre postaci będą leżeć bezwładnie na podłodze, czekając na śmierć z wyczerpania…

O czym chcę mówić, to o tym ile ta gra nam daje dobrego. Jest to tak zwany ‘crossroads game’, czyli coś w stylu Martwej Zimy czy Fallout’a – gdzie podjęta przez nas decyzja jest nieodwracalna, a jej konsekwencje prędzej czy później kopną nas w odwłok. Jest to gra, która nas uczy nie tylko samej siebie ale i nas samych – podejmowanie decyzji “życia i śmierci” kiedy wczujemy się w klimat może być naprawdę dołujące – “czy powinnam była zabrać umierającemu puszkę fasolki…”. Gra daje do myślenia i uważam, że trudno ją nawet nazwać grą. This War of Mine to doznania, doświadczenie i przeżycie.

A Ty, do czego będziesz zdolny, żeby przetrwać?

This War of Ours

Well, it’s hard to talk about a game, that is so immersive and depressing at the same time. I have played the digital version, and liked it a lot, even tho it was so hard. So the board game was kind of a must have, especially that I have a thing for Polish designers.

See, I don’t want to spoil anything, because this game evolves as you play it. It’s another one of those crossroads games, with a whiff of legacy style, where you make a decision, that comes back to you later. It has a feeling of Dead of Winter, it has some elements of Robinson Crusoe (but it’s way harder).  It’s re-playable thanks to mahoosive Book of Scripts. I like games where each of your decisions matters, where you, as a group, have to make decisions. And those in this game are not easy. The characters will get cold, ill, miserable, and maybe, at some point, will end their life. There’s so much to consider.

It’s not a stroll in the woods, my friends. It is a marathon, in the mud, in heavy rain.. nope, sleet. At the same time sun is burning your skin, your lungs are howling with wind and your lips are dried out. The only thing to drink is the last drop of water, to share in between the three of you. But who gets it? He got some sleep last night, he had his treat. She is wounded, and sick – should we give it to her? But she may die at night, and that would be a waste.. So much to consider..